Jak wiadomo, dzień dziecka, to dodatkowo jeszcze dzień sportu. Moje dzieci były trochę zdziwione, jak się o tym dowiedziały. Całę trójmiasto mówiło o tym dniu, a moje dzieci dowiedziały się z radia. W szkole była więc i organizacja zawodów sportowych z tej okazji i poczęstunek w postaci różnych słodyczy i ciastek.

Pomiar czasu był bardzo dokładny

pomiar czasuRodzice uczestniczyli z dziećmi w tych zawodach, i zobaczyć, czy organizacja zawodów dzieciom odpowiada. Wymyślili bardzo śmieszne konkurencje. Przede wszystkim zrobili takie pachołki, czyli drogę z przeszkodami. Każde dziecko dostało łyżkę, i na tej łyżce kładziono im jajko. Ich zadaniem było jak najszybciej dotrzeć na metę, wymyślić sobie jakiś sposób przemieszczania się, był dowolny. Po prostu mieli to zrobić w jak najkrótszym czasie. Bo dokładny pomiar czasu na zawodach przypominał im o tym, kto wygrał do tej pory. I każdy chciał pobić rekord istniejący już na wielkim wyświetlaczu. Niektóre dzieci na różne sposoby radziły sobie z łyżką. Jedne trzymały ją w ręku, inne umieszczały ją w buzi i tak biegły. Oczywiście mogły trzymać tylko za czubek łyżeczki, żeby było ciężej. Moje dzieci wzięły łyżkę w ręce i tak przemieszczały się wokoło pachołków. Córce jajko niestety spadło i trochę była zawiedziona, bo praktycznie przed samą metą. A pomiar czasu był bardzo dobry, i gdyby nie upadek, to mogłaby to spokojnie wygrać. Dużo jajek spadało i zawsze po tym, dokładnie czyszczono podłogę, aby żadne dziecko się przypadkiem nie poślizgnęło na tej podłodze.

Mój syn z kolei jakoś przebrnął przez ten labirynt trudności, ale jego pomiar czasu nie pozwalał na wygraną. Trochę mu niestety brakowało, bo bardzo ostrożnie się przemieszczał, żeby nie stłuc jaja. No niestety, ale i tak jestem z nich dumna, że tak ładnie im się udało z tym poradzić.