Chyba rzadko które rodzeństwo żyje ze sobą w zgodzie. Ja z moją siostrą to byłyśmy jak jeden wielki materiał wybuchowy. Kłóciłyśmy się o wszystko, i najgorzej było, jak któraś dostała coś, czego ta druga nie miała. To dopiero były cyrki i rodzice musieli stawać na głowie, by nas pogodzić.

Wyrzuciłam przez okno puzzle trefl

puzzle treflKiedyś moja siostra dostała puzzle trefl od wychowawczyni. Wszystko było dobrze, dopóki mogłam je układać razem z nią. Jak zaczęła na mnie marudzić, że to jej, to wpadłam w histerię. Pogniotłam jej cały kartonik, i wyrzuciłam duże puzzle trefl za okno. Tata potem szukał ich pół godziny, a i tak nie znalazł jeszcze wszystkich elementów. Taka byłam zadziorna, no ale sami przyznajcie, że ona mnie prowokowała po prostu. Później ja dostałam klocki lego za zajęcie drugiego miejsca w konkursie plastycznym. Oczywiście też wywiązała się awantura, bo dostałam takie fajne postaci dziewczynek z naszyjnikami i do tego mogłam im zbudować toaletkę. Siostra jak to zobaczyła, to w ryk, i do taty, że mam jej to oddać. Tłumaczył jej, że jest to moja własność, i nie może się bawić, jeśli ja nie wyrażę zgody. W naszym przypadku zabawki edukacyjne były z piekła rodem. Bo zawsze ich posiadanie kończyło się jakąś kłótnią. No ale w rodzeństwie tak już chyba zawsze bywa, że jedno zawsze robi jakieś awantury. Ja chyba byłam grzeczniejsza, chociaż rodzice polemizują z tym stwierdzeniem. Przypominają mi, że kiedyś wykupiłam prawie cały internetowy sklep z zabawkami, jak mama wyszła zaparzyć herbatę. Zostawiła mnie na chwilę samą, a ja zrobiłam zakupy jak dla jakiejś armii dzieciaków.

Pamiętam, jak się męczyła, żeby anulować zamówienie, i jak właściciele prowadzący ten sklep kręcili nosem, by wszystko odwołać. No ale to tylko z raz może coś takiego mi się przydarzyło, a oprócz tego to raczej byłam tą grzeczniejszą siostrą.